Dużo nauki, mało jedzenia, ruchu w sam raz!
Zaczełam dzień od śniadania (bułka z twarogiem, jajkiem i przeróżnymi przyprawami) i rowerka (7km). Potem msza, obiadek (rosołek, ziemniaczki, pierś z kurczaka smażona bez panierki i surówka) i podróż. Teraz nie wiem jeszcze co zjem ale udaję się w stronę kuchni a potem zasiąde w moim sutdenckim konciku naukowym, bo przede mną najgorszy tydzień - same zaliczenia, a czas ucieka...